nah
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 R O L E P L A Y

Go down 
AutorWiadomość
Jerry
niemrawiec
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: R O L E P L A Y   Sro Gru 27, 2017 12:10 am



Kidneytown, położone w pradolinie rzeki Marii, to typowe, tętniące życiem brytyjskie miasto. Pełno tu uroczych kawiarenek skąpanych w ciepłych promieniach wrześniowego słońca, przez najzwyklejsze biblioteki i sklepy spożywcze, aż do niekoniecznie uroczych domów uciech.
Szare blokowiska, a w centrum - wieżowce, przeplatają się z kwiaciarniami, co z lekka ociepla ich zimne mury.
Nie oznacza to jednak, że jest to jakiś raj na ziemi, bajkowe miasteczko, w którym człowiek tylko cykałby zdjęcia i zapychał się ciastem w pachnących kwiatami piekarniach. Ni cholery. Owe miasto nie uchodzi za najbezpieczniejsze, zwłaszcza tam, gdzie Kidneytown ,,przygasa", pojazdów i ludzi jest mniej, a władze niekoniecznie mają ochotę się zapuszczać - obrzeża miasta zdecydowanie nie są najgościnniejszym miejscem.
Żywe, huczące Kidneytown to dom dla szarych ludzi, ale również dziwaków wszelkiego pokroju.
No i pijaków. Tych nigdy nie zabraknie.




---
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://afllfa.forumpolish.com
Jerry
niemrawiec
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   Sro Gru 27, 2017 12:29 am

A by to chuj jasny upalił, chciałoby się powiedzieć.
Jerry doskonale wiedział, że nie jest asem. Ba, jeżeli już, to przez dwa s. Przez te 18 lat swojego życia doskonale już się na sobie poznał, i, o Boże, jakże to było proste! Dlaczego?
Bo po prostu był tępy.
O rany, jakże on był nieziemsko tępy. Codziennie przekonywał się o tym coraz bardziej, zgłębiając swoją doszczętną nieporadność pod takimi kątami, że chyba nawet Alfred Nobel tak dobrze nie znał się na dynamicie.
Z podwiniętymi rękawami koszulki (co było i tak już wystarczająco absurdalne), ściskając w dłoniach mokrą szmatkę z mikrofibry, klął do siebie pod nosem.
-A by to chuj jasny upalił...-
Jude wiedziałaby co zrobić. Skrzyczałaby go, wyśmiała, pomogła i poklepała po głowie. Ah, co by chłopak dał, żeby jego siosta wparowała mu bezceremonialnie do mieszkania, jak to miała w zwyczaju...
Poczekał parę sekund.
Wycisnął żółtą szmatkę do wiaderka od mopa.
Poczekał kolejne kilka sekund.
Chuj.
Chyba jednak nie przyjdzie.
Jerry wstał w końcu z klęczek, wywieszając białą flagę zalanej podłodze. Oparł dłoń o biodro i ogarnął cały ten bajzel swoim spojrzeniem, jakby dopiero co tu przyszedł i sytuacja wcale go nie dotyczyła.
W głowie zabrzmiało mu tylko jedno pytanie: jak można, do cholery jasnej, zepsuć dosłownie cały zlewozmywak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://afllfa.forumpolish.com
Emanuel
amator kwaśnych jabłek
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   Sro Gru 27, 2017 12:12 pm

Chłopak na sam dźwięk kapania momentalnie zerwał się z łóżka, jednak później resztę sytuacji oceniał ze stoickim spokojem.
- Woda, woda, woda... - mamrotał będąc już w trakcie ubierania spodni.
- Kapu kap - potwierdziła woda przeciekająca przez sufit. Więcej Emanuel niczego już nie powiedział. Założył podkoszulek z nadrukiem śmiesznej wróżki, porozstawiał przeróżne miski i miseczki w miejscach, gdzie kapu kapało najwięcej i poszedł do kuchni. Po zjedzonym jogurcie przypomniał sobie, że kapać z sufitu w normalnych okolicznościach nie powinno, mimo tego udało mu się w spokoju wrócić, żeby skupić wzrok na mokrej plamie.
- No cóż...no cóż... - pomyślał - Może coś się stało... - przeczesał włosy dłonią i udał się do łazienki, gdzie rozmyślał dalej w akompaniamencie kropli stukających o dna naczyń. Przecież to dziwne samo w sobie, kontynuował, no sąsiad problemów żadnych nie sprawia, spokojny taki się wydaje, więc co mogło się stać? Tak sobie prowadził monolog wewnętrzny, aż w końcu skończył malować usta. Już trochę bardziej świadom powagi sytuacji podwinął nogawki spodni i na bosaka czmychnął piętro wyżej.
- To ja - przyłożył dłoń do drzwi - Znaczy się - wcisnął guziczek od dzwonka - To ja, sąsiad twój - przeniósł ciężar ciała na lewą nogę, rękę oparł na prawym biodrze i w takiej pozie czekał, aż drzwi Sezamu ustąpią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jerry
niemrawiec
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   Sro Gru 27, 2017 12:57 pm

Jerry uczuł taki ucisk na płucach, że mimowolnie westchnął, przeciągle, wyczerpująco wręcz, jakby próbował spuścić z siebie całe życie. Ba, nie że chłopak miał jakieś skłonności samobójcze!
Nie miał!
Nie miał?
Przez ostatnią godzinę dreptał po mieszkaniu boso, co brzydziło go bardzo. Czuł jak pod stopami chlapała mu woda, a z każdym chlupnięciem jego frustracja tylko rosła.
Chociaż szczerze mówiąc wizja mokrych skarpetek byłaby o wiele gorsza.
Czuł się do tego stopnia niekomfortowo w swoim mieszkaniu, że bezmyślnie złapał za kwiatowy odświeżacz powietrza i rozpylił go na co tylko się dało.
Teraz nie tylko w sercu czuł gorycz, ale i w ustach. Odświeżacz zaniósł się do jego ust.
Fuj.
Wcześniej odniósł z podłogi kable, przedłużacze, nawet wywlókł rzeczy spod łóżka i starał się ocalić to, co mógłby w jakiś sposób zamienić na kolejne opakowania ekspresowego ramen.
To było poświęcenie. To naprawdę było wielkie poświęcenie ze strony kasztanowowłosego.
Jerry zmarszczył brwi i zezując spojrzał na swoje włosy.
A jeżeli one nie są kasztanowe, tylko ru-
Dzwonek.
Idealnie!
Chłopak poczuł się skrępowany. Zarzucił na siebie szary koc leżący na łóżku i zaciągnął go aż na nos, bo jak to mówiła Jude ,,z klatki piździ jak cholera".
Akurat zakrywanie twarzy kocem to nie była przezorność - lepiej po prostu się schować z taką mordą.
Jerry poczuł nagłą nienawiść do drzwi prowadzących z salonu do korytarza, a raczej do ich braku.
Zamknąłby, spławił gościa i po problemie.
Cudownie! Słodko!
Jedną dłonią nadal kurczowo trzymając koc, otworzył drzwi mieszkania, zwracając taksujące, obojętne spojrzenie osobie stojącej zaraz za nimi.
I dał sobie za owe spojrzenie mentalnego liścia. To nie spożywczak, nie oceniasz składu puszki z fasolą...
Jerry westchnął. Pewnie stał tak przed swoim niezapowiedzianym gościem jakieś dobre pół minuty.
Pół minuty nie wydaje się być długie, ale kiedy jest to pół minuty ciszy... O dobry Boże, aż mu się gorąco zrobiło.
Chłopak zmrużył się nieprzychylnie, wyglądając teraz na jeszcze bardziej zmęczonego.
Jak on nie cierpiał tych tragicznych cieni pod oczami. Był pewien, że wygląda teraz tak chłodno, że mógłby skutecznie odstraszyć i pięciu takich koleżków jak ten szczawik naprzeciw.
Poczuł się zmieszany swoją reakcją. Rozluźnił się nieco i w końcu, po przygotowaniach jak na marsz pingwinów, uniósł lekko brwi i raczył się odezwać.
-Cześć.- okej, dobry pierwszy krok. -Cześć, cześć sąsiedzie mój...- I zjebałeś, oklaski.
Chłopie, nie piszemy kolejnego Pana Tadeusza! Daruj sobie taki język!
Niezręcznie. Oh, jakże niezręcznie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://afllfa.forumpolish.com
Emanuel
amator kwaśnych jabłek
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   Pią Gru 29, 2017 8:42 pm

- Hej - uśmiechnął się szeroko zamkniętymi ustami i bez ogródek wparował w sam środek katastrofy - Co się stało? - nachylony spoglądał raz na lokatora, raz na felerny zlew...W końcu złapał się za brodę w celu wyciszenia myśli i myślał tak przycupnięty na jeszcze suchym taboreciku.
- Ja może... - zamknął oczy - zadzwonisz...po kogoś? - wstał, a coraz bardziej energiczne gestykulacje dawały do zrozumienia, że zaraz zacznie działać pod wpływem silnych emocji - Ty zadzwonisz, a ja...ogarnę jakoś... - mówiąc to rozpiął kieszeń spodni, w której chował z niewiadomych przyczyn małych rozmiarów kombinerki. Bez zbędnego gadania zabrał się do roboty - ścisnął kurek kombinerkami i z całej siły zaczął zakręcać. Rozluźnił szczękę, kiedy zobaczył, że strumień z każdym gwałtownym ruchem rąk zmniejsza się.
- Damy radę, spokojnie - praktycznie nieświadomie poklepał chłopaka po policzku - Spokojna twoja kasztanowa rozczochrana - pośpiesznie, ale ostrożnie zszedł po schodach. Wrócił szybciutko z kolorowymi wiaderkami.
- Trzeba się tego pozbyć - automatycznie wcisnął jedno z nich chłopakowi, a drugim zaczął wybierać wodę - Potem zajmiemy się klatką, bo jest cała zalana - wylał zawartość trzymanego wiaderka przez okno, co nie spotkało się z aprobatą tutejszych kotów. Czuł, jak zimna woda przelewa się przez palce jego stóp przy każdym wyższym podniesieniu nogi. Czułby to jeszcze bardziej, gdyby nie powiedział sobie, że to nie czas na takie pierdoły, że teraz trzeba działać, a samym myśleniem w tej chwili nikomu nie pomoże. Zresztą na głębsze zastanowienia będzie czas potem, no i im szybciej upora się z problemem, tym wcześniej ten czas nadejdzie.
- Zmachałem się... - wysapał w końcu, już zgięty wpół - Aaaaa... - rozciągnął się przeraźliwie - Przynajmniej woda nie leci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jerry
niemrawiec
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   Sob Gru 30, 2017 1:11 am

[ostrzegam, że sam na początku nie wiedziałem do kogo się dzwoni w takiej sytuacjiXDD]
Ociepanie.
Jerry przegryzł dolną wargę. Głowę miał pełną sprzecznych myśli.
Widział tego kolesia może z... Pięć razy? Z bliska może z raz zderzył się z nim na schodach?
Kiego grzyba on tutaj.
Kiedy chłopak wtargnął mu do mieszkania, co się w nim obudziło?
Wstyd skutecznie wykopał mu z głowy gniew. Z jednej strony Bogu dzięki, bo zdenerwowany Jerry był naprawdę nieprzyjemnym stworzeniem, z drugiej strony, wstyd to najgorsze, co mogło się temu biednemu chłopakowi przydarzyć. A nieszczęśliwie przydarzało się to zdecydowanie zbyt często, żeby było to zdrowe.
Chłopak naciągnął koc jeszcze bardziej, mrucząc coś w miękki materiał. Tak się wtranżolić! Nie w swój biznes, nie do swojego kumpla, nie do swojego brata, nie do swojego mieszkania, nie będąc żadnym fachowcem czy policjantem z nakazem... Do przypadkowego lamusa z piętra wyżej.
Wziął wdech, ale przez parę dobrych sekund nie puścił powietrza.
-To conajmniej chamskie tak włazić...- próbował się unieść, ale powiedział to tak cicho, stłumiony kocem, że w połowie zdania westchnął gorzko.
-Rozjebał się zlewozmywak, to się stało.- jest trochę kąśliwości, jest dobrze, odstrasz, wygoń!
Nagła sugestia drugiego trochę go zaniepokoiła.
-Do kogo się dzwoni w sprawie zlewozmywaka? -
Tak, Jerry był aż tak nieporadny. Sam nie pomyślałby, żeby do kogoś dzwonić, a tymbardziej do kogo jeżeli już? Zapewne wybrały 112.
Wyciągnął telefon z kieszeni swoich kochanych, czarnych szortów. Spojrzał błagalnie w oczy Optimusa Prime'a, który śmiał się z niego z ekranu głównego. W oczy? Śmiał się? To chłopak musi koniecznie przemyśleć... Czy transformers może mieć oczy i się śmiać...? Gdzieś kiedyś posłyszał, że ma, i to fioletowe oczy... Swoją drogą musi zmienić tapetę na ten świetny obrazek z Michelangelo z wojowniczych żółwi-
Strzelił się mentalnie w łeb. To nie była pora na fantazjowanie o jego wymarzonych kochankach z dziecięcych lat.
Chociaż do Michelangelo pewnie nadal miałby ciągoty.
Jerry poczuł chłód powiązany z ruchem dłoni chłopaka. Niby myślami był w innym świecie, ale ciało miał cały czas wyczulone - i zanim zdążył pomyśleć, czy to ze strachu, czy odruchowo, złapał dłoń, która poklepała go po policzku.
I puścił.
Jak oparzony.
-Bożeprzepraszam.- wycedził przez zęby.
Mimo mieszanych uczuć, komentarz o jego włosach całkiem go pocieszył. Czyli jednak w czyichś oczach nie były wcale aż takie rude.
Kiedy jego towarzysz wyleciał z niewiadomych przyczyn z mieszkania, Jerry poczuł się tak zdezorientowany, że zdążył tylko wyrzucić koc gdzieś w mokradła, które kiedyś były dywanem, i ubrać jego kochaną jeansową katanę.
To cholerstwo z bawełny było tak wielkie, że chyba nie istniało coś, w czym Jerry czułby się swobodniej. Mógł schować w tym wszystko, czego w sobie nie lubił, a nawet jakieś gumy do żucia się tam zmieściły i w ogóle... Wspaniałość w postaci łacha.
Jego rozpływanie się (nie liczmy nawet które to już jego  rozpływanie się nad czymś w przeciągu ostatnich minut) przerwało mu wiaderko.
Tak, wiaderko, które ktoś wepchał mu w dłonie.
Jerry przekrzywił głowę w bok, lekko, nieumyślnie robiąc wręcz zdegustowaną minę. Na wiaderko. Jerry wrogo patrzył na wiaderko.
Nie trzeba chyba mówić, że był zażenowany swoim zachowaniem.
-To nie są wiaderka do piaskownicy czasem?- spytał, sam nie wiedząc, czy sam siebie, czy drugiego chłopaka, i zabrał się do machania wiaderkiem. Brawo, przydał się! Przydał! Umie wylewać wodę!
W sumie o tej umiejętności przekonał się już wcześniej.
Objął mieszkanie spojrzeniem jeszcze raz.
Zdecydowanie, miał talent do wylewania wody.

---

Jerry nie był pewien, czy jego starania wiele tutaj dały. Było na pewno suszej. No... I tyle.
Nie miał ochoty na analizowanie sytuacji kiedy wszystko się troszeczkę uspokoiło.
To właśnie był duży minus chłopaka - kiedy coś się działo, totalnie tracił głowę, a po wszystkim miał mało do powiedzenia. Chaotyczny umysł; można powiedzieć, że myślenie napędzane stresem.
Kasztanowowłosy zamknął oczy i wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby, wydając z siebie dźwięk świadczący o tym, jak zmaltretowany się czuł.
Nie w takich okolicznościach poznaje się ludzi! Jerry był tym takim, no, draniem, draniem zimnym, miastowym... Jego ekipa to jego przyjaciele, połączeni przysięgą krwi--
Ha, dobra, chłopak troszkę pisnął, wyśmiewając własne myśli.
Trzymał się z tymi brudasami, żeby nie zwrócili się przeciwko niemu.
I tak się bał. Nie ufał im.
Cóż, bywa!
Z przypływem determinacji otworzył szerzej oczy, na krótko, bo był po prostu zmęczony. Która to była godzina? Wcześnie. O tej godzinie siedziałby sobie w pokoju i oglądał jakiś syf na netflixie. I pewnie potem poszedł dalej spać. Dokładnie tak by było.
Niezdecydowany wyciągnął rękę z kieszeni, potem oparł ją o ramię, potem zaś znów wyciągnął ją przed siebie, ta opadła w dół.
Jerry skrzywił się. Zero kontroli.
W końcu postukał drugiego chłopaka w ramię i wytknął tą swoją hiperaktywną łapkę w jego kierunku, proponując uścisk.
-Jerry. - mruknął, i mimo że nie wiedział, czy jego gość w ogóle na jego spojrzy, ,,nadprogramowo" przeniósł wzrok na podłogę, aby uniknąć spojrzenia chłopaka.
Nie ma, wara, nie spojrzy.
Podludek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://afllfa.forumpolish.com
Emanuel
amator kwaśnych jabłek
avatar

Liczba postów : 9
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   Nie Gru 31, 2017 10:09 am

- Hm? - odwrócił się i od razu zmieszał nie na żarty - ...Emanuel - mimo wstydu odważnie ścisnął dłoń chłopaka - Miło poznać! - (nie)przyjemny dreszcz przeszył chłopaka kompletnie w momencie, kiedy udało mu się utrzymać kontakt wzrokowy z chłopakiem. Jest zawstydzony? Zły? Boi się? Co zrobić - puścić, czy trzymać mocniej, serdeczniej? Nieładnie się spoufalać, pomyślał i jednocześnie przypomniał sobie o poprzedniej sytuacji. Już kiedyś uścisnął twoją dłoń, prawda? To nic, to nic, powiedział sobie w myślach i wypuścił dłoń Jerrego, pomogłeś, swoje zrobiłeś, teraz idź.
- A, jeszcze klatka - nie wiadomo, czy to była głośna kontynuacja rozmyślań, czy naprawdę zwrócił się do tego naprzeciwko - Ja... - mimowolnie nachylił się, żeby jeszcze raz spojrzeć mu w oczy chociaż na króciutką chwilkę - Postaram się to ogarnąć - odwrócił się gwałtownie z czerwonymi policzkami - No, mało się wylało - przetarł czoło ręką - złapał za mopa i od razu wziął się do roboty. W mgnieniu oka wytarł to, co trzeba było wytrzeć, ekwipunek oddał, za wszystko podziękował, ukłonił się niziutko, a na końcu spieprzył po jeszcze wilgotnych schodach w dół.
- AaAaaaA... - zakluczył drzwi i oparł się o nie plecami oddychając przy tym ciężko - AaaAAAA - schował twarz w smukłych dłoniach z ciemnymi paznokciami - Co teraz....Co teraz???? - zrozpaczony wbiegł do salonu, gdzie czekał na niego kanarek - Przyjacielu, co począć...??? - pogłaskał ptaszka, który już siedział na jego klatce piersiowej - Jak mam teraz żyć? Unikać go? - złapał się wolną ręką za głowę i jęknął żałośnie - No właśnie... - pomachał wciąż mokrymi stopami - Przecież to jednorazowy wypadek... - poczuł na sobie delikatne dreptanie kanarka i kamień spadający z serca - Już się nie zobaczymy... - wziął parę głębokich oddechów. Tak, już się nie zobaczą, nie dał mu ku temu powodów. To dobrze. Dobrze...
...
Dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jerry
niemrawiec
avatar

Liczba postów : 10
Join date : 26/12/2017

PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   Pon Sty 01, 2018 3:13 am

Jerry miał odchyły jakie miał.
Jednym z tych odchyłów było wyrażanie emocji - mimikę twarzy miał  bardzo... Pstrokatą? Nieprzyjemną.
Nieadekwatną.
Cały był nieadekwatny.
I do tego okropnie się speszył, kiedy już Emanuela nie było w jego mieszkaniu.
Przez cały pobyt tutaj tamtego chłopaka stroił te swoje okropne miny.
Nawet witając się miał co najmniej nieprzystępne zachowanie. Czy zdawał sobie z tego sprawę? Oczywiście, że nie. Nie wiedział, że cały czas patrzy na wszystko spod byka.
Tak, nie speszył się przez te krzywienie się! To wszystko przez to, jak okropnie lamusersko wypadł przed kimś z zewnątrz...
Nigdy nikogo tu nie wpuszczał. Nikt, dosłownie n i k t prócz jego siostry nie mógł widzieć go w stanie ,,jestem w domu i mam wyjebane", choćby budynek miał się walić.
Jerry zaklął pod nosem, rozwijając po podłodze rolkę papierowych ręczników. On, do cholery jasnej! Akurat on! Pewnie go typo obsmargoli do kolegów, jaka to ciota co dom zalała...
Chłopak westchnął. Dawno się tyle nie nawzdychał - czuł się jak sflaczały balonik. Czuł się źle. Bardzo źle.
Emanuel wydawał mu się strasznie ciężki do zrozumienia. Nie mógł ogarnąć rozumem miłych zachowań ze strony mieszkańców tego zapyziałego bloku - miał mózg wyprany rozumowaniem ulicznych bachorów, albo zjadasz, albo jesteś zjedzony, albo szczury to zjedzą.
Jerry pieprznął się z hukiem w czoło.
Mieszka niżej. Po prostu mu to przeszkadzało i chciał pozbyć się problemu dla siebie.
Dla siebie, dla siebie, dla siebie. Nikt nie robi nic za darmo.
Jerry poczuł się obrzydzony. Nie Emanuelem, a samym sobą.
-Aagh... - zawarczał. -Jak można tak spierdzielić sprawę...-
Zanim zdążył ogarnąć cały ten bajzel w mieszkaniu, wywiesić na balkonie to, co trzeba, i wytrzeć dokładnie podłogę, minęło mu dobre pół dnia.
Fuj. Fuj. Fuj. Mokro.
Modlił się też, żeby już po wszystkim nie nawiedziła go Jude. Teraz, kiedy nie było już przy czym pomagać, zostałby tylko wyśmiany, a tego chłopak okropnie nie trawił.
Wieczorem miał w planach wyjść z tymi miasteczkowymi dzikusami trochę się poszwendać, jednak coś jeszcze wypadło mu po drodze.
Na blacie leżały kombinerki. Czyje kombinerki?
Jerry zmarszczył brwi. O Boże.
***
Naciągnął na łeb swoją czapkę. Po niej z daleka poznawały go wszystkie zakazane i mniej zakazane mordy w całym miasteczku - widzisz pomarańczowe na rudym? To Jerry.
Zarzucił na siebie swój kochany, szary płaszcz i owinął się wielką, kraciastą chustą. O nie, nie ma mowy, żeby miał marznąć na tym wypizgaczu, nawet jeżeli miał przez to wyglądać jak opatulone dziecko. Plus, wielkie ubrania zasłaniały więcej, mniej brzydkiej mordy = profit.
Zamknął co miał zamknąć i podreptał na dół, szukając drzwi, w których przeważnie znikał Emanuel - bo albo to będą jego drzwi, albo jego kochanki, co nie?
Pośpiesznie zadzwonił dzwonkiem i zaczął przechodzić z nogi na nogę. Czasami wydawało mu się, że naprawdę cieplej było na zewnątrz. Mury były zziębnięte i dało się to odczuć.
Czekał, czekał, schował twarz w chustę.
I kichnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://afllfa.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: R O L E P L A Y   

Powrót do góry Go down
 
R O L E P L A Y
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
all for love, love for all :: somewhere :: Zadupie-
Skocz do: